The Tall Ships' Races 2007, Szczecin, 3-5.08.2007 r.

psyche.osx.pl / wyprawy

  Foto psyche
Foto Piotrek

"Jak duchy tu przybyły, żagli pełen cały świat..."

Że pojadę do Szczecina, to wiedziałam już dwa lata wcześniej. Wtedy dowiedziałam się, że Tall Ships' Races 2007 odbędzie się właśnie w Szczecinie... Czas został zarezerwowany :-)
Potem trzeba było już tylko dograć szczegóły. Nagle okazało się, że w Szczecinie będą dzikie tłumy znajomych. Z największą zazdrością patrzyło się na tych, którzy tam mieli przypłynąć... Jak na przykład - Malina na Chopinie :)
Hotel mieliśmy zarezerwowany w centrum za zupełnie przyzwoite pieniądze. Z różnych względów niemal do końca nie było wiadomo, kto będzie tam mieszkał jako dostawka, bo osoby się zmieniały jak w kalejdoskopie :) W końcu się unormowało na zestawie standardowym, czyli wrocławiaki - Piotrek i Asia (siostrą zwana) oraz ja i Wilczy.
Nadeszła wiekopomna chwila i wsiadłam razem z Anią do pociągu... a właściwie wepchnęłyśmy się do jakiegoś przedziału i przeczekiwałyśmy przewalający się korytarzem tłum, tłumacząc się zawzięcie czekającym na swoje miejsca pasażerom, że nas tu właściwie wcale nie ma...:) Po czym, po sprawdzeniu stanu zajętości Warsa, utknęłyśmy na korytarzu na jednym krzesełku i osiadłyśmy. Dołączył do nas na chwilę Snafu - burżuj jeden, miał siedzenie w pierwszej klasie ;-p

Z SMS-ów
Wilczy 16:30: "Jadę sobie. Wygodnie, bo za 2 klasę robią jedynki :)"
Do siostry 17:21: "Oczywiście stoję na korytarzu. Standard... Ale jadę!"
Siostra 17:24: "Nam już od siedzenia coś odpada. Ale jeszcze 15 km do celu :)"
Wilczy, 17:26: "Jestem w Kole. No to mnie gonisz. Konduktor mówi, że 80% ludzi w pociągu jedzie do Szczecina. Mój przedział: 3 osoby na Tall Ships, 3 na Woodstock :)"


Korytarzem przepychał się pan z wózkiem z poczęstunkiem. Wynegocjowałyśmy u niego po ciasteczku :) Zadzwonił Piotrek powiedzieć, że wpływa Chopin w gali rejowej, że pokój jest w piwnicy i w ogóle to gdzie my jesteśmy i kiedy będziemy?...

Z SMS-ów
Do Piotrka 18:21: "Bez znaczenia, nie będziemy tam podziwiać widoków z okna! Ważne, że jest pokój. Sorry, ale kończy mi się prąd. Buźka, do zobaczenia, smacznego piwa!"
Do Joshko 18:23: "Pozdrowienia z korytarza wagonu 2 klasy. Standard. Ale nie dam się wyrzucić z pociągu...:)"
Joshko 18:25: "Oj... aż tak źle?! Przejmij jakiś kibelek i zagospodaruj ;-)"
Do Joshko 18:28: "Nie wzięłam ze sobą firanek, doniczek ani telewizora, więc gospodarzenie w kibelku odpada...:) Spoko. Dam radę!"
Wilczy 19:39: "Poznań. Ok, od tej pory stoję na korytarzu..."
Do Wilczego 19:40: "Ha! Przynajmniej nie jesteśmy same!...:)"
Wilczy 19:43: ":-p"
Joshko 19:55: "Właśnie widziałem Twoje żaglowce :-)"
Do Joshko 19:58: "Przed chwilą wpłynął Chopin w gali rejowej. A ja w pociągu...:( Jeszcze 3 godziny."
Do Joshko 20:11: "Poznań. Woda mineralna. Chciałam atrakcji, to mam. W Warsie nawet piwa nie ma... Ale damy radę..."
Joshko 20:12: "Mają bezalkoholowe ;-)"
Do Wilczego 21:10: "Poproszę śledzia w oleju i piwo. Bateria mi się kończy. Do zobaczenia na peronie..."
Wilczy 21:17: "Pierwszy!"
Do Wilczego 21:18: ":-p A śledź i piwo?"


Pociąg dojeżdżał do stacji Szczecin Główny. Wreszcie!... Rozstałam się z Anią na peronie i zaczęłam szukać swoich. Ścignął mnie Piotrek telefonem:
- No i gdzie jesteś? Miałaś jechać w Warsie, to stoimy przed Warsem!...
- Już idę do Was, no już idę!... W Warsie nie było miejsca...
Widzę ich z daleka - Piotrek, Asia, Wilczy, Rysio i jeszcze mi nieznana jego koleżanka - Ania. Wilczy krzyczy z daleka:
- Piotrek! Aparat!... Psyche! Stój!...
O co chodzi?... Nie zatrzymuję się oczywiście, podchodzę i widzę... Śledzie w oleju i piwo w puszce!...:) Następuje wielka scena powitań i pożerania śledzi na peronie w Szczecinie. Bosko :)
- Kocham was - mówię całkiem szczerze z pełnymi ustami i olejem ściekającym po brodzie.
- Dobra, dobra, ale schowajcie to piwo, bo policja się już nam podejrzliwie przygląda...
- Nic dziwnego, cyrk zrobiliśmy porządny... W którą stronę do hotelu?...
- Na kładkę.
Poszliśmy do hotelu, zostawiliśmy bagaże, faktycznie - pokój w piwnicy, ale okienko jest na świat, całkiem spore zresztą. Aparat, polarek i w drogę - na Wały Chrobrego :)
- Widziałem, jak wpływał Chopin. Wszyscy na rejach, pięknie to wyglądało, oczywiście od razu zacząłem szukać Maliny - opowiadał Piotrek po drodze. - Zacząłem od góry i już na drugiej ją znalazłem :) Sedova jeszcze nie ma, za to Cuauhtemoc wygląda nieźle z tymi niesklarowanymi żaglami... No a Szczecin się rozwija...
Nikt z nas nie zaprzeczył, chociaż też nikt nie wiedział, co Piotrek ma na myśli. Piotrek jednak sam dokończył myśl:
- No, przyrost naturalny wzrośnie...
- Mówisz o Meksykańczykach?...
- Dokładnie...
Na potwierdzenie jego słów przeszło koło nas kilku Meksykańczyków z Cuauhtemoca pod rękę z bardzo młodymi dziewczynami. Popatrzyłyśmy z siostrą na siebie ze zgrozą.
- Ile one miały lat?...
- Nie wiem... Trzynaście?!?...

Tall Ships' Races
Pierwsze regaty żaglowców rozegrano w 1956 r., a na trasie z angielskiego Torbay do Lizbony ścigało się 21 żaglowców. Sukces imprezy spowodował powstanie idei "sail training" - edukacji młodych ludzi na pokładach statków żaglowych (przepisy regat wymagają, aby połowa załogi była w wieku 15-25 lat). Kiedy w 1972 r. sponsorem imprezy został producent szkockiej whisky z wizerunkiem "Cutty Sark" - najpiękniejszego i najszybszego klipra herbacianego XIX w. - impreza przyjęła nazwę "The Cutty Sark Tall Ships' Races". Od wiosny 2002 r. organizację regat i zlotów przejęło od Sail Training Association nowe stowarzyszenie Sail Training International (STI). A w 2003 r., po 30 latach, zakończyła się współpraca sponsorska z producentem whisky i po raz ostatni regaty wielkich żaglowców nosiły nazwę "The Cutty Sark Tall Ships' Races" oraz logo z sylwetką sławnego klipra. W 2004 roku odbywały się już pod nazwą "The Tall Ships' Races".


Dotarliśmy na Wały. Mnóstwo ludzi pomimo późnej pory, żaglowce oświetlone. Chciało nam się piwa i jedzenia, oczywiście rzuciliśmy się na pierwsze żarcie, które wpadło nam w ręce, niestety, nie najlepszej jakości: pożałowali nam bułek do kiełbasek i w ogóle żałowali wszystkiego. Ale przynajmniej zaspokoiliśmy pierwszy głód. Następnie natknęliśmy się na Malinę z jej znajomymi, usiedliśmy na piwku w którejś knajpce i słuchaliśmy opowieści z pokładu Chopina...
Następnie nadeszła sobota, czyli moje urodziny i zaczęło się robić śmiesznie.
- To już?... - zapytała siostra.
- No niby już jest sobota...
Wróciliśmy do hotelu kompletnie padnięci, ale to nie był koniec atrakcji. Piotrek dostał zestaw dla młodego pirata - hak, szabelkę, kolczyki, makietę kompasu, więc zabawa miała ciąg dalszy. Kapitańcio machał sobie szabelką, która nie dość, że wydawała dźwięki, to jeszcze... świeciła.
- Piotrek... miecz ci się świeci!...
- Taaaa?...;-)
Wilczy usiłował zaszlachtować Piotrka szabelką, ale niestety, plastikiem ciężko się odrąbuje głowę, więc w końcu zmęczeni poszliśmy spać.

Z SMS-ów
Blond Wiedźma 23:12: "Pozdrowienia z Krakowa :) Nadal mnie wk*a to miasto, ale poza tym jest ok :) Bardzo Cię kocham, bardzo! I tęsknię!"
Do Blond Wiedźmy 00:25: "Pozdrowienia ze Szczecina :) Jest kolorowo. Jest piwo. Jest dobrze! Tęsknię mimo to!"
Do Joshko 23:30: "Szukamy żarcia. Szczecin jest szalenie kolorowy i trochę kiczowaty. Ale są maszty i reszta żaglowców :)"
Orinoko 01:05: "Pierwsza! Carpe diem! Żebyś jak najwięcej przyjemności odnajdywała w chwilach niespodziewanych. Ściski."
Do Orinoko 10:59: "Kochana! Dziękuję, chociaż byłaś trzecia! Ale życzenia prorocze :) Jak się uda, to opowiem później. Buźka!"

Żagle z lotu ptaka

Poranek zaczął się od dzwoniącego telefonu. Pomyślałam, że trzeba będzie zejść z górnego piętra łóżka do toalety. Ale tak potwornie nie chciało mi się schodzić... Aż w końcu ktoś mi tę toaletę zajął i się zezłościłam. I dostałam przypływu sił, więc zlazłam. I odczytałam intrygującego SMS-a... ;)

Z SMS-ów
Ania 08:10: "A chcesz na urodziny polatać nad żaglowcami? :) wszystkiego naj, naj kochana. Odezwij się, jak wstaniesz :)"

Hmmm... Pewnie, że chcę!!!...:-)
Ruszyliśmy w miasto. Na Wałach dzikie tłumy, dużo więcej ludzi niż wczoraj w nocy. Ciasno, kolejka do przejścia. Najpierw zahaczyliśmy o Idefixa - jednostkę towarzyszącą z... Idefixem :) No co, mają po prostu na rufie wyrzeźbionego Idefixa - pewnie zamiast galionu na dziobie ;-p
Plątaliśmy się po Wałach w poszukiwaniu śniadania, dotarliśmy do knajpki na samym końcu nabrzeża - zarezerwowana. Gorącą linią telefoniczną z Anią ustaliliśmy, że spotykamy się w takim razie na górze, w knajpce Columbus. Okazało się jednak, że tam jest szalenie drogo, więc reszta towarzystwa poszła jednak na karkówkę śniadaniową, ja zostałam na serniczku z nadzieją na lot...
...Zostałam zawieziona na lotnisko Aeroklubu Szczecińskiego. Tam poznałam Darka, który wziął mnie pod swoje skrzydła - a właściwie na pokład 3XTrim 550 Trainera, ślicznego samolociku, który pokochałam od pierwszego dotyku. Tuż przed startem zdążyłam jeszcze napisać do Wilczego, że startuję, a potem to już były tylko widoki i głos w słuchawkach...;-)

Z SMS-ów
Wilczy 14:20: "Do portu wpływa Kruzenshtern."
Do Wilczego 14:25: "Startuję!"
Wilczy 14:30: "Za mostem, wschodni brzeg. Drugi rząd jachtów. Na ostatnim od brzegu za chwilę będziemy u Kaczora."
Wilczy 15:21: "No?!?!?!"

- Mikrofon bliżej sobie przysuń - poinstruował mnie Darek. Ok. Przysunęłam, potem zawadzałam o niego ciągle aparatem, ale fakt, że inaczej nie było słychać, co mówię. Słuchawki na głowie, pasy zapięte, jedziemy na start. Po polu plącze się sarenka. Dojeżdżamy na start, dostajemy pozwolenie, rozpędzamy się i unosi się dziób. Za chwilę jesteśmy już w powietrzu, słyszę, jak drugi samolot, który ma latać z nami, ustala z wieżą swój start i od tej chwili mój świat to piękne widoki i radio.
Uparcie myślę o lataniu per "pływanie", więc czasem mylę się i mówię do Darka:
- Popłyńmy jeszcze w tamtą stronę...
Darek nie koryguje, wie, o co mi chodzi. Staramy się nie zajmować częstotliwości radia na pogawędki z drugim samolotem, ale musimy czasem coś ustalić - dokąd lecimy na przykład :) Zresztą na tej samej częstotliwości słychać innych, mam wrażenie, że statki pod nami, ale może się mylę - czasem jestem w stanie mniej więcej rozpoznać język, w jakim mówią. A i tak ważniejsze są widoki :) Przelatujemy nad Wałami Chrobrego, dopiero stąd widzę dzikie tłumy ludzi wędrujące nabrzeżem niczym stonka, holowniki ustawiające Kruzenshterna, mnóstwo mniejszych jednostek plączących się po Odrze jak plankton, gdzieś w tym tłumie są Wilczy, Piotrek i Asia, nie mam raczej szans ich dojrzeć, chociaż się staram...
Robimy kilka kółeczek nad Wałami, potem lecimy na spotkanie Sedova, który właśnie wpływa - wygląda z góry dość majestatycznie i dumnie mimo zwiniętych żagli. Stąd nie widać nieporządnych mundurków - a właściwie braku mundurków - załogi, stąd statek wygląda imponująco. Okrążamy go kilkakrotnie, Darek pyta, czy go mam, "Jasne" - odpowiadam niewyraźnie z mikrofonem w zębach i aparatem przyrośniętym do oka, no to jedziemy dalej. Teraz naszym celem jest sterowiec Allegro.pl, usiłujemy nawiązać z nim łączność, wieża mówi nam, że on działa na niskiej częstotliwości i w ogóle to jest anglojęzyczny, ok, przełączamy radio, przedstawiamy się, "Good morning, Allegro.pl", chcemy ci zrobić tylko kilka zdjęć, nie będziemy cię zaczepiać skrzydłami ani urządzać sobie na tobie lądowiska, nie bój się... ;-) Sterowiec odpowiada kulturalnie, okrążamy go, pstrykam namiętnie...
- Teraz polecimy na Wietnam - mówi Darek.
- Ok - zgadzam się ochoczo. Latanie zaczyna mi się coraz bardziej podobać, szkoda tylko, że te zdjęcia wychodzą takie nieostre, no ale coś się wybierze. Samolot leci szybko, czasem są turbulencje, przechyły, nie jest łatwo ustawić porządnie ostrość. Tymczasem już Wietnam...
- Ooooo!... - mamroczę zachwycona. Darek leci tuż nad powierzchnią wody wąskiej i krętej odnogi Odry, lecimy nisko i niewiarygodnym zygzakiem, ale musimy się trochę podnieść, bo okazuje się, że z przeciwka płyną żaglówki... Wrażenie jest niesamowite, faktycznie Wietnam :)
Odnoga się kończy, kierujemy się na wschód, wracamy na 300 metrów wysokości, Darek pyta:
- To co, chcesz popilotować?...
Gęba mi się jarzy, pewnie, że chcę!...
- Weź drążek do ręki, nogi połóż na pedałach. Skręcasz, naciskając na pedały i ruszając drążkiem na boki. Tutaj patrz na wysokościomierz i na sztuczny horyzont - instruuje mnie Darek. Potem mówi, czym uruchamiam które elementy sterujące samolotu - na skrzydłach i na ogonie. Potem już sama staram się pilotować, boję się jak diabli, ale też wrażenie to jest niesamowite. Dość szybko uczę się, jak powinien patrzeć dziób w stosunku do horyzontu, chociaż wrażenie jest mylne - że spadamy, ale staram się zaufać przyrządom. No to lecimy!...;-)
W pewnym momencie Darek przejmuje stery, jesteśmy już dość daleko od Szczecina, podchodzimy do lądowania na starym pasie wśród bunkrów.
- Gdzie jesteśmy?
- Jakieś 40 km od Szczecina.
No, no, nieźle - kawał drogi...
- Jak cię tu zostawię, to nawet nie wiesz, w którą stronę do domu - śmieje się ze mnie Darek, kołując i zatrzymując samolot. Wysiadamy. Z prawej - bunkry - tu kiedyś chowano migi, z lewej - pole kukurydzy. Z daleka jedzie do nas furgonetka.
- No i jak ci się podoba latanie?
- Super! - mówię zachwycona i oglądam dokładnie, czym latałam.
Podjeżdża do nas owa furgonetka, wysiada z niej mężczyzna i dwójka dzieci, rzucają się oglądać samolot, dowiadujemy się, że gość jest Holendrem i jego własnością są owe pola kukurydzy dookoła. Panowie sobie dyskutują, ja szwendam się dookoła z aparatem. W końcu furgonetka odjeżdża, a my odlatujemy :)
- Widzisz, jak fajnie jest latać - mówi Darek. - Można sobie szybko skoczyć gdzieś w plenerek...
- No fajnie - wzdycham, bo wiem, że już koniec latania, wracamy na lotnisko. Jeszcze tylko ustalenia z wieżą i podchodzimy do lądowania. Siadamy miękko na trawiastym pasie, hamujemy, skręcamy w ścieżkę do hangaru, dojeżdżamy i parkujemy. Wysiadam, gęba mi się śmieje, układam porządnie pasy, Darek mnie chwali, jestem cała w skowronkach. No bo kto miał takie urodziny?... No? ;-)

Z SMS-ów
Do Wilczego 16:05: "Zaraz będę wracać. Zadzwonię z Wałów."

Plączę się jeszcze po lotnisku, robię ostatnie zdjęcia, przyjeżdża rodzinka z dziećmi: "Proszę pana, a można pooglądać?..." - "Można...", Darek obiecuje, że odwiezie mnie na Wały, jest super. Zabieram swoje papryczki (dostałam od Ani, hihi), resztę zabawek i już chwilę później jestem w mieście, dziękuję Darkowi i lecę szukać swoich. Są na Chopinie, więc przedzieram się przez tłum na Łasztownię, docieram do burty Chopina, Malina stoi na trapie, ściskam się z nią, jakbym jej wieki nie widziała, Malina bunkruje moje papryczki pod pokładem, a ja pcham się na Iskrę do czerwonych pogoriowych koszulek. Witamy się też, jakbyśmy się nie widzieli całe lata :)
- Cześć, latawica, zrobiliśmy ci kilka zdjęć :) - Ja też się starałam, ale nie wiedziałam, gdzie jesteście... SMS-a już nie zdążyłam odczytać przed startem... Jak tam Kaczor?
- Pozdrawia cię. Leżeliśmy plackiem na pokładzie jego Zrywu i było nam superdobrze :)
- O, to mieliście fajnie...
- Już nie narzekaj, ty miałaś fajniej! - mówią z zazdrością.
Oglądamy Iskrę - szkoleniową barkentynę Marynarki Wojennej, załoga jest ubrana w śliczne mundurki, które szczególnie przydają uroku paniom. Potem wracamy na Chopina i zwiedzamy go bardzo dokładnie w większym już gronie - docierają do nas Woodz z Małą i psem oraz Rysio z Anią, Beatą i Jarkiem. W międzyczasie witamy się też z Agatonkiem. Któryś żaglowiec zaczyna wyć syreną okrętową, dołączają do niego inne, pies Małej - najpierw nieco zdezorientowany - dołącza do żaglowców i też zaczyna wyć, ale generalnie czuje się nieco zestresowany i trzeba go uspokajać.
Dzięki uprzejmości Maliny udaje nam się obejrzeć Chopina także pod pokładem i porównać z Pogorią, na której wszak częścią ekipy spędziliśmy dwa tygodnie.

Z SMS-ów
Do Giuppo 17:07: "Pozdrowienia z pokładu Chopina :) A przedtem latałam samolotem z tutejszego aeroklubu :)"
Giuppo 17:09: "Maupa"

Po zachwytach nad drewnianymi "jajkami" i innymi elementami takielunku czas na jakieś jedzenie, żołądki się dopominają czegoś ciepłego, szczególnie mój żołądek, potraktowany dziś dość po macoszemu. Docieramy do niebieskiego namiotu, w środku - szanty, idealnie, pod kiełbaskę czy inną karkówkę, szkoda tylko, że piwa tu nie ma... Ale zaraz znajdziemy na to radę - szybko kończymy żarcie i idziemy na nabrzeże. Piwa tu dostatek :)
...Jednak zamiast do piwa ciągnie nas do statków - wychowanie w trzeźwości czy co?... Oglądamy Sedova, z brzegu, bo i tak jeszcze nie wpuszczają, zresztą nie chce nam się pchać na pokład. Widzieliśmy go już wszak, a Rosjanie nie robią wrażenia przystojnych i wypucowanych żeglarzy, raczej wręcz odwrotnie, stanowią niezły kontrast w stosunku do Meksykańczyków...:) Piotrek gdzieś zniknął, nagle doleciał mnie z góry krzyk: "Psycheeeeee!..." - no tak, wjeżdża dźwigiem do bungee zrobić Sedova z góry... A więc to tak?!?... Jak wraca, czekamy już na niego pełni negatywnych uczuć. Awanturę pozostawiam siostrze, ufając, że poradzi sobie wyśmienicie. W rezultacie Wilczy z siostrą też wjeżdżają pooglądać Sedova z góry, ja zostaję na dole, swój lot ptaka już dziś miałam...:)
Potem oglądamy - już z brzegu - Aleksandra von Humboldta - całego w zieleni, jeszcze spacer Wałami i rzut oka na Kruzenshterna... I jednak siadamy na piwko :)

Z SMS-ów
Blond Wiedźma 17:30: "Obejrzałam już chyba całe to upiorne miasto. Wciąż śmierdzi i mnie wk*a. Można tu dostać depresji. Poza tym fajnie jest. No ale strrrrasznie tęsknię! :)"
Do Ani 18:23: "Było cudownie! Najpiękniejsze moje urodziny! Bardzo, bardzo dziękuję! Kocham Was!"
Kasia 18:54: "Beata, jesteśmy na terenie portu w centrum miasta. I będziemy się tu kręcić jeszcze jakiś czas. Jakbyście byli w pobliżu, daj znak :)"
Do Kasi 19:35: "Siedzimy na piwie przy dziobie Kruzenshterna. Zapraszamy!"

Po krótkim zastanowieniu wracamy na chwilę do hotelu, zostawiamy jedne zabawki, zabieramy drugie, również cieplejsze ciuchy, bo co prawda teraz jest upał, ale wieczorem będzie chłodno. Na dobry wieczór dostaję od Wilczego różę - urodzinową, niewątpliwie :) Wracamy na Wały, a właściwie od razu na Łasztownię, spotkać się z Maliną i resztą ekipy. Tylko Malinę trzeba jakoś znaleźć, tymczasem ona kompletnie nie odbiera telefonu...

Z SMS-ów
Do Maliny 21:53: "Gdzie jesteś?"
Malina 22:05: "Jestem w niebieskim namiocie. Patrząc na scenę, po jej lewej stronie. Na wysokości lewej krawędzi telebimu około 6 stolik od sceny."

Docieramy do namiotu, ze sceny jeszcze lecą szanty, ale to już niestety końcówka, znajdujemy Malinę i trafiamy na... Łucję i Piotrka - kompletnie niespodziewane spotkanie :) Z okazji spotkania zostaje rozlane piwo, chłopaki szybko zamieniają stoliki miejscami i zestawiają dwa stoły razem, siadamy wszyscy sporą grupą, SMS-y wymieniane z resztą towarzystwa, znów robię się głodna, za moim przykładem inni, kiełbaska czy inne jedzonko jest niezbędne, tym razem - na szczęście - pod piwko. Tymczasem na scenie zmienia się repertuar i nie dajemy rady tego wysłuchać, po jedzeniu wynosimy się czym prędzej i wędrujemy w okolice Chopina.

Z SMS-ów
Do Kasi, Woodza i Rysia 22:17: "Jesteśmy w namiocie na Łasztowni na szantach. A Wy?"
Kasia 22:20: "A my zwiedzamy Sedova :)"
Woodz 22:20: "A my też tam idziemy... zygzakiem."
Rysio 22:24: "Już wróciliśmy, flaki wyprute i brak sił ;-) Pewnie bawicie się na 102. Proponuję spotkać się jutro w okolicach 11, oprowadzę Was i opowiem. Daj znać, co Wy na to i czy dacie radę :)"
Do Rysia 22:25: "Ok. Zobaczymy. Piotrek i Asia jadą nad morze. A my się odezwiemy jutro w takim razie. Buziaki!"
Do Kasi i Woodza 23:02: "Przemieszczamy się pod burty Chopina na murek. Sorry, w namiocie jest beznadziejnie!"

- No to co robimy?...
- Zobaczmy, czy uda się znaleźć jakieś wolne miejsce na Chopinie... Rufa zajęta... dziób też... Zostaje nam śródokręcie...
- Idealnie...
- Tia... Zapraszamy do baru pod dzwonem...:)
Póki co siedzimy na murku nabrzeżnym i czekamy na dostawę piwa. I zbieramy ekipę. Powoli docierają do nas Kasia, Wrona, Barlog i inni, potem Woodz i Mała z towarzystwem. Zrobiła się nas całkiem spora gromadka...
Partiami weszliśmy na Chopina, rozsiedliśmy się na śródokręciu, ja klapnęłam pod masztem - i pod dzwonem, jak się później okazało. Obejrzeliśmy zdjęcia z artykułu Maliny w Żaglach, Piotrek rozpoznał siebie na dwóch i zrobił się szczęśliwy, po czym Iskra zaczęła wybijać szklanki. Skoro Iskra, to Chopin też - Malina wstała i zaczęła dzwonić. Uszy zatkałam zbyt późno...:)
Część ekipy - jak się okazuje - ma znajomych na Iskrze, przenoszą się więc tam na chwilę, mija kolejne pół godziny, Malina znów wstaje do dzwonu, nagle słyszę, jak Piotrek obok mnie klnie, czuję coś mokrego, Malina krzyczy, zrywam się i...
Kolejne piwo wylądowało nie w gardłach i żołądkach, tylko tym razem na deskach pokładu :) Szklanki szklankami, ale pokład i my mokrzy :) Na szczęście wszystko - poza spodniami, torebką i polarem - udało się uratować, żyjemy :)
Pojawia się gitara, ale jakoś nikt nie garnie się do grania i śpiewania, więc gitara leży między nami cichutko, z marną sugestią, żeby zagrać na niej... w kości albo w karty.
Pojawia się również Marecki - kolejna osoba z ekipy pogoriowej :)
Tymczasem robimy się zmęczeni i śpiący, powolutku zatem zmierzamy w stronę trapu, zagarniając ze sobą towarzystwo, żegnamy się i rozdzielamy, każdy w stronę swojego noclegu.

"Jeszcze nieraz zobaczymy się..."

Poranek, czyli kolejka do łazienki, pakowanie, uściski. Piotrek z Asią wybierają się nad morze, my - na spotkanie z Rysiem.

Z SMS-ów
Rysio 10:27: "Pobudka! :) Wycieczka z przewodnikiem zacznie się około 11 pod pubem Columbus na Wałach Chrobrego. Daj znać, Beatko, czy wstaniecie."

Oddajemy pokój, zostawiamy bagaże i... przydałoby się jakieś śniadanie. Lądujemy w... KFC. Szybko przynajmniej i bez kombinacji :) Potem idziemy w stronę Wałów, przechodzimy przez dziedziniec zamku, oglądamy widoki i - według mapy - szukamy Rysia z dziewczynami w Alei Fontann :) Trafiamy tam bez problemu, chociaż powoli, siadamy w kawiarence, zamawiamy słodkości i dobrze nam bardzo. Potem spacer w stronę nabrzeża, jeszcze widok z knajpy w Radissonie - znów Szczecin z lotu ptaka :) I zaczyna gonić nas czas, więc wracamy do hotelu po bagaże i na dworzec, zapakować Wilczego w pociąg.
Wilczy odjeżdża, ja kupuję bułę na drogę i idę w umówione z Rysiem miejsce - obiecał, że mnie zawiezie do Warszawy...:) Na przystanku autobusowym śpi sobie jakiś gość, staję więc nieopodal i obserwuję ludzi, piszę SMS-y i żałuję, że nie mogę tu jeszcze zostać i przejść się Wałami Chrobrego. A parada dopiero we wtorek!...

Z SMS-ów
Do Kaczora 14:07: "Drogi Kaczorku! Pozostaje mi Cię serdecznie pozdrowić, bo chyba się już nie zobaczymy. Szalenie żałuję i będę za Tobą tęsknić :) Buziaki."
Kaczor 14:25: "Droga psyche! Ja również żałuję, że wczoraj skrzyżowały się tylko nasze wodno-powietrzne drogi. Serdeczne życzenia i do zobaczenia!"
Do Jayin 14:59: "Wracam zaraz do domu. Imprezka pierwsza klasa :) Buziaki!"
Jayin 15:00: "Ja jestem na wodzie. Za 2h jakoś wrócimy na brzeg. Buziaks!"
Do siostry 15:11: "Jak tam morze? Wilczy już pojechał, ja czekam na Rysia. Dziękujemy za weekend, było super :)"

Podjeżdża Rysio, wsiadam i jedziemy już do domu...

Z SMS-ów
Siostra 19:27: "Jesteśmy dopiero koło Gorzowa. Powroty z wakacji i te sprawy... A jak u Was?"
Do siostry 19:29: "My jesteśmy niewiele dalej. Przed Poznaniem. Spać... Poza tym ok :)"
Siostra 19:31: "Dobrze, że ok. Drugi raz się dziś w McDonald's stołujemy... Ale rybka i lody nad morzem zawodowe ;)"
Do siostry 19:48: "Rybki zazdroszczę :) Dojeżdżamy do autostrady."

Siostra 21:11: "Mamy korki na zmianę z piratami drogowymi. Pzdr. dla Rysia i Wilka :)"
Do siostry 21:14: "My mamy rozkopaną autostradę. 200 km do Wawy. Wilczy żyje. Poza tym śpiąca...:) Spokój, cisza."
Siostra 21:16: "Zabawne, my też mamy trochę ponad 200 km. Ale brak autostrady..."
Do siostry 21:18: "Nam się autostrada i tak zaraz skończy..."

Siostra 22:17: "Mamy 120 km. Jak Wam idzie? :)"
Do siostry 22:19: "Mamy 100 km...:)"
Siostra 22:26: "W takim razie to my damy znać, jak dojedziemy do Wrocka i napiszemy, jak to jest jechać znad morza...:)"

Siostra 23:37: "Już Wrocław :)"
Do siostry 23:41: "Warszawa... Zaraz dom :)"

Rysio dowiózł mnie do samego domu, wielkie dzięki :)
I tak się skończyła wycieczka do Szczecina. Ale planujemy na kolejny Tall Ships' Races... przypłynąć! :-)

***
Jak zwykle komentator :)
Skomentuj | Pokaż komentarze



Wyszperane w Sieci:

The Tall Ships Races w Szczecinie: http://szczecin2007.pl/
The Tall Ships Races w Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Tall_Ships_Races
Sail Training International: http://www.sailtraininginternational.org/
Szczecin: http://www.szczecin.pl/
Tu nocowaliśmy: http://www.elkasen.szczecin.pl/
Aeroklub Szczeciński: http://www.aeroklub-szczecinski.pl/
Chopin: http://www.fryderykchopin.pl/
Iskra: http://pl.wikipedia.org/wiki/ORP_Iskra_(1982)
Cuauhtemoc: http://pl.wikipedia.org/wiki/ARM_Cuauhtémoc_(BE-01)
Kruzenshtern: http://en.wikipedia.org/wiki/Kruzenshtern_(ship)
Sedov: http://pl.wikipedia.org/wiki/Siedow
Idefix: http://www.tjalk-idefix.nl/


psyche