Sanok, 22-23.04.06 r.

psyche.osx.pl / wyprawy

  Sanok w obiektywie

PKP, czyli strzeż się, kto może!

Nockę "tam" postanowiliśmy spędzić w PKP. Pociąg relacji Warszawa Wschodnia - Zagórz wydawał się sensownym rozwiązaniem: można rozprostować nogi; jedzie się co prawda blisko 12 godzin, ale może uda się zdrzemnąć.
Im bliżej wyjazdu, tym gorsze opowieści słyszałam o tym, co się dzieje w takich pociągach. Na szczęście nie wszystkie koszmarne przepowiednie się sprawdziły, aczkolwiek i tak podróż ta okazała się horrorem...

SMS-y z podróży do Sanoka
Ja do Wiedźmy: "Minęliśmy Skarżysko. Matko. Ten pociąg to pomyłka jakaś. Jestem przerażona. Oby dotrwać do rana."
Wiedźma: "Bądź dzielna, jesteś w końcu dużą, rudą, wredną żmiją i niestraszne Ci jakieś tam pociągi! Kibicuję Ci mentalnie znad książki, pisz, jak będzie Ci bardzo..."
Ja do Wiedźmy: "Urwało mi się na "bardzo". Mój telefon nie rozumie długich smsów. Spoko jest, coś czytam, kicham i udaję wielką i wredną. A to dopiero początek nocy..."
Wiedźma: "Dalej nie było nic mądrego czy ciekawego :p Napisałam, że ranek już blisko i żebyś nie pogniotła albumu ;)) Ja czytam i popijam minerałkę."
Ja do Wiedźmy: "Jędrzejów. Koleś, co z nami siedział w przedziale, wysiadł. Jesteśmy sami. W pociągu same mutanty. Jeden dziadek drągiem zablokował drzwi. Ratunku."
Wiedźma: "Też się zabarykadujcie! Drągiem i łańcuchem! I jeszcze powieś moje zdjęcie na drzwiach, powinno odstraszyć wszystkich, ha! ;) Kibicuję Wam nieustannie :)"
Ja do Wiedźmy: "Nie mamy łańcucha. Mieliśmy za to wizytę nawiedzonego kibola. Wyrzuciłam go. Mam nadzieję, że nie ma kumpli..."
Wiedźma: "Kibola uduś jego własnym szalikiem, na pewno ma jakiś na szyi. Albo może pożycz drąg i tak go tym drągiem...! Bądź dzielną żmiją, dasz radę :)"
Ja do Wiedźmy: "Jesteśmy w jakiejś absolutnej dupie. Stoimy. Chyba rozdzielają pociąg. Latarnia zapala się i gaśnie. Zrobiło się pusto. Zimno jak cholera. Oby do rana."
Ja do Wiedźmy: "Zmieniliśmy przedział. Tu jest cieplej. Mgła. Jeszcze 2 godziny. Spać. Ziew..."
Ja do Wiedźmy: "Znowu stoimy w jakiejś dupie. Wschód słońca był jakiś czas temu. Bażanty, sarny i takie tam się plączą. Jeszcze niecała godzina a potem idziemy spać. Ziew..."
Ja do Wiedźmy: "Wilczy jest nieprzytomny i język mu się plącze. Właśnie powiedział do mnie: ruda blond wiedźmo żmija... Usiłował powiedzieć, że jestem wredna..."
Wiedźma: ">>Ruda blond wiedźmo żmijo<< - hehe, ładne. Widzę, że nocna podróż była pełna przygód, ale dotarliście w jednym kawałku i tylko trochę skrzywieni na umyśle ;)"
Ja do Jayin: "Mam niezła konkurencję - same fotoreporterki ;-p"
Ja do Wiedźmy: "Guzik zdołałam zobaczyć - musieliśmy się trochę przespać. Byliśmy za to w radiu Bieszczady. Jutro skansen i zamek, teraz koncert. Darmowe piwo i żarcie. To lubię..."

Sanok

Z dworca w Sanoku odebrał nas Grzesiek (dzięki wielkie!) i odtransportował strasznie ziewających gości do hotelu "Pod trzema różami", w którym to hotelu niegdyś nieźle poczynał sobie dobry wojak Szwejk. Umówiliśmy się na telefon koło południa, Grzesiek pojechał do siebie, a my padliśmy na łóżka...
...obudziliśmy się przed 14. Matkobosko!!!!... Zerwaliśmy się natychmiast, krótka toaleta, akcje telefoniczne i już po chwili ustabilizowaliśmy się w Karczmie. Głodni przepotwornie :-)
Muszę przyznać, że taka Karczma to fajne miejsce jest: dali nam jeść dobrze i dużo :-) A w toalecie światło zapala się na fotokomórkę ;-p Potem jeszcze przejechaliśmy się pod skansen, obadać godziny otwarcia, rzuciliśmy okiem (i obiektywem) na okolicę z punktu widokowego obok skansenu, odwiedziliśmy Radio Bieszczady (fajnie tam, no!) i trzeba było już wracać z wycieczki na koncert - wszak po to tu przyjechaliśmy :-)
O koncercie i zespole można poczytać na szanty.art.pl.
Po oficjalnej części imprezy w kilka osób postanowiliśmy uczcić urodziny zespołu w "Ruderze"... Tia :-) No faktycznie, niezła ta Rudera :) Największe zainteresowanie miejscowej gawiedzi wzbudzał wielki bukiet kwiatów, który chłopcy nosili wszędzie ze sobą :-)
Poranek przywitał nas słońcem i pogodą, po szybkim śniadanku w hotelowej restauracji powędrowaliśmy do zamku, obejrzeć kolekcję ikon. Jest to największa w Polsce kolekcja: obejmuje podobno ponad 800 sztuk! I rzeczywiście było co oglądać, nawet pomimo pana, który uparcie towarzyszył nam w każdej sali i patrzył na ręce, na szczęście był dość dyskretny i nie przeszkadzał w oglądaniu :-) W tym samym zamku jest też kolekcja obrazów Beksińskiego, niestety, okazało się, że standardowy bilet jej nie obejmuje.
W południe spotkaliśmy się z wiernym Grześkiem w Karczmie na kawie. Zdecydowaliśmy się wracać PKS-em, bo na powrót koszmarnym pociągiem PKP z poobrywanymi zasłonkami i powyłamywanymi półkami na bagaże oraz szemranym towarzystwem jakoś nie mieliśmy ochoty. Nabyliśmy zatem bilety na autobus i zostaliśmy podrzuceni pod skansen. Weszliśmy do niego i utknęliśmy na ponad trzy godziny...:-), a prawie nie zwiedzaliśmy wnętrz...
Skansen w Sanoku jest ogromny - zajmuje 38 hektarów. Nic dziwnego, upchnęli tam budynki kilku grup etnicznych: Pogórzan, Łemków, Dolinian, Bojków. Spacer był długi i szalenie przyjemny, wędrowaliśmy sobie od chaty do chaty i podziwialiśmy a to malowanie, a to wystrój wnętrz, naśmiewaliśmy się ze sławojek, martwiliśmy o motylka uwięzionego po niewłaściwej stronie okna i umieraliśmy z gorąca... Wilczemu najbardziej podobał się sektor naftowy, gdzie stały fajne maszyny, wiadomo - facet :-) Poza tym w przyszłości w skansenie będzie jeszcze sektor małomiasteczkowy, więc jak widać, będziemy musieli pojechać tam jeszcze raz :)
Wnętrz nie oglądaliśmy (jedynie przez okna lub otwarte, zakratowane wejścia), bo generalnie były pozamykane. Można je obejrzeć, wykupując wycieczkę z przewodnikiem, co niewątpliwie ma sens, ale my chcieliśmy zwiedzać we własnym tempie. Następnym razem jednak, kto wie, pewnie się zdecydujemy na profesjonalizm regionalny :-)
Jak dowlekliśmy się już nieźle zmęczeni wędrówką do wyjścia, poczuliśmy, że nam kiszki marsza tańczą. Standard - szukamy obiadu :) Spacer do centrum miasta zaowocował odnalezieniem przystanku autobusowego, ale postanowiliśmy być twardzi i poszliśmy na piechotę. Długo się szło, potem długo się wchodziło pod górę po schodkach, w końcu zmęczeni, z nadzieją na pyszny obiad, dotarliśmy do Karczmy i... okazało się, że bardzo przepraszamy, ale w dniu dzisiejszym Karczma czynna do 16. No żesz!... Co było robić, poszliśmy zatem do restauracji u Szwejka. Weszliśmy, oczy przyzwyczaiły się do ciemności, ulokowaliśmy się przy stoliku za przepierzeniem i czekamy na obsługę.
Obsługa nie nadchodzi.
Wilczy poszedł po karty.
Wybraliśmy sobie coś z kart. Obsługa nadal nie nadchodzi.
Porządny już głód sprawił, że zrobiłam się naprawdę zła :-)
- Idziemy stąd - powiedziałam ponuro. Wilczy bez słowa podniósł się, w milczącej zgodzie i z pogardą wypisaną na obliczach przeszliśmy koło baru i wyszliśmy na zewnątrz, na oślepiające słońce. To, że drzwi za nami trzasnęły porządnie, to już nie był efekt zamierzony, po prostu wyślizgnęły się Wilczemu z rąk...;-p
Krótka chwila zastanowienia, zjeść coś musimy, robi się coraz później, dobra, to idziemy pod tę salę, w której wczoraj był koncert. Zeszliśmy do podziemi, ulokowaliśmy się niemal na końcu rozczłonkowanej knajpy, dostaliśmy obiad i byłoby w ogóle super, gdyby nie to, że na samym końcu, jak już wychodziliśmy, w damskiej toalecie natknęłam się na umazanego krwią faceta... Tia :-)

PKS, czyli alternatywa...

Wędrówka na dworzec, poszukiwanie sklepu, wszak zaopatrzenie na podróż musi być. Pamiętni nocy z piątku na sobotę, kiedy to byliśmy praktycznie ciągle głodni, kupiliśmy sporo żarcia, na szczęście jednak kilka godzin w autokarze udało się przespać, więc nie byliśmy zajęci głównie konsumpcją. Autokar po drodze prawie się nie zatrzymywał, miał komplet pasażerów, swoją drogą - skoro jest takie obłożenie - czemu nie jeździ tych autobusów więcej?...

SMS-y z podróży do Warszawy:
Ja do Wiedźmy: "Wracamy pksem hehe. Jesteśmy już w Rzeszowie. Tłok straszny, ale my siedzimy na szczęście. Tym razem chyba nie będzie tak strasznie. Do jutra, wiedźmo droga!"
Wiedźma: "Ha, a zastanawiałam się dzisiaj, czy znowu będziecie się pakować do pociągu z horroru. Wracaj szybko, bo przecież ja TĘSKNIĘ!!! Do jutra, żmijo ulubiona! :)"
Wiedźma: "Moja droga żmijo! Coraz bliżej do chwili naszego spotkania! To już dzisiaj! Ach, ach ;) Mam nadzieję, że pks nie jest zbyt demoniczny i nikt nie ma drąga ;)"
Wilczy: "Jadę. No zupełnie inny świat w porównaniu z tym do Zagórza :)"
Ja do Wiedźmy: "Jadę do domu już, z zachodniego, ale cicho, nic nie mów. Będę na 12. W pksie było dziecko małe. Ale chyba wolę pks pełen małych dzieci od tego pociągu..."


Piąta rano, Dworzec Zachodni. Zdrętwiałe nogi, płaczące dziecko w autobusie. W porównaniu z podróżą PKP była to naprawdę upojna noc!...

Wyszperane w Sieci:

Zespół Yank Shippers: http://www.yank.szanty.art.pl/
Sanok online: http://www.sanok.pl/
Bieszczady online: http://www.bieszczady.pl/
Hotel Pod Trzema Różami: http://www.trzyroze.bieszczady24.pl/
Skansen w Sanoku: http://www.bieszczady.pl/skansen/
Radio Bieszczady: http://www.radiobieszczady.pl/


psyche