Podlasie, 11.08.2007 r.

psyche.osx.pl / wyprawy

  Fotki ;-)

Podlasie z przewodnikiem

Przy okazji gadania o wyprawach w nieznane, w znane, dalekich i bliskich wyszło na jaw, że Yoshko pochodzi z Podlasia i właściwie czemu by się tam nie wybrać na jakiś weekend? A skoro czemu nie, to... jedźmy!
Pobudka o 6 rano. Prognoza pogody mówiła, że będzie 31 stopni, średnie zachmurzenie i bez opadów. Na wszelki wypadek wzięłam zapasowe buty i parasol, ale także koc na piknik :) Jedziemy po Yoshko, zwijamy go spod Metra Politechnika i ruszamy na wschód.
Za Siedlcami zjeżdżamy z prostej drogi na Terespol - skręcamy w stronę Łosic. Po drodze dopada nas tablica "Mordy witają" [A] - nie mogliśmy się oprzeć i zatrzymaliśmy się na krótką sesję fotograficzną...:) Dojeżdżamy do Łosic, kawałek dalej, w Chotyczach jest pierwszy punkt naszej wycieczki: wieża radiowo-telewizyjna [B]. Ma wysokość 297 metrów (dla porównania: Pałac Kultury ma całkowitą wysokość 230,68 m). Oczywiście całość jest ogrodzona i wstęp wzbroniony, ale robimy fotki, przyglądamy się i ruszamy dalej. Powolutku, jeszcze pstrykając foty z samochodu :)
Następnym punktem wycieczki jest nieczynna już kopalnia kredy w Kornicy [C]. Skręcamy w bok z trasy, jedziemy pełną dołów drogą pod szlaban z napisem: "Teren prywatny, wstęp wzbroniony". Ustawiam auto tak, żeby był jeszcze obok przejazd i słyszę, jak przejeżdżam po szkle...
- Chyba przebiłam oponę...
- E, nie tak od razu - pociesza mnie Wilczy. Na szczęście miał rację, opony - sprawdzane potem co postój - miały się ok.
Tabliczka z napisem "Wstęp wzbroniony" powstrzymuje nas tylko na chwilę, przechodzimy przez rozwalony szlaban i idziemy ścieżką przed siebie. Po drodze mijamy zrujnowany budynek, gdyby nie pełno szkła i krzaczorów, możnaby go wykorzystać do zdjęć. Ścieżka skręca między krzaki, widzimy bardzo zarośnięte tablice z napisem: "Zakaz kąpieli i połowu ryb" :) Nie ma to jak łowić ryby w krzaczorach albo kąpać się w trawie...:) Docieramy jednak do jeziorka - to tutaj była kopalnia. Podziwiamy widoki i po sesji fotograficznej przy wielkich zardzewiałych rurach jedziemy dalej.
Przejeżdżamy przez Leśną Podlaską, którą zwiedzamy - oczywiście ;-p - po amerykańsku, bez wysiadania z samochodu, robimy zdjęcia Sanktuarium Maryjnemu [D], naprzeciwko którego leży wielkie pudło z napisem: "Zajęte!" :) I dojeżdżamy do Roskoszy [E], gdzie jest wojskowa baza z radarami i innymi wynalazkami. W wiosce na rogu pod sklepem siedzą typowi miejscowi, zaczynamy rozglądać się za potomkami Wędrowyczopodonych, ale nie czujemy się zbyt komfortowo w tych okolicach, więc czym prędzej jedziemy oglądać dworek i park z przyległościami. W dworku jest dziś jakaś impreza z okazji aukcji (pewnie w Janowie Podlaskim), spacerujemy po ogrodzie pełnym drewnianych rzeźb postaci, idziemy na mostek na Klukówce - po tym mostku kiedyś jeździła kolejka wąskotorowa, teraz pozostało po niej wspomnienie. Za to jest pełno wielkich ślimaków :) Jak wracamy do samochodu, przysysa się do nas chmara dzieci, w końcu wysyłają jednego, który pyta, czy nie damy im na lody. Wiem doskonale, że te dzieci biedy specjalnej nie klepią, ale kilkuletni chłopczyk tak na mnie patrzy, że wyciągam od chłopaków drobne i wciskam mu w garść trochę drobniaków...
Dojeżdżamy do Białej Podlaskiej [F], gdzie pierwszym punktem jest cmentarz żołnierzy radzieckich - wielki pomnik i symboliczne nagrobki, wszystko odnowione i w całkiem niezłym stanie. Potem oglądamy samolot umieszczony nad wejściem do Zespołu Szkół Zawodowych nr 2 (podobno wykonali go uczniowie na warsztatach?...) i czujemy zew żołądków, więc kierujemy się do pizzerii "Roma" na obiad.
Yoshko prowadzi nas do knajpy, której część właściwa jest na pięterku, a na dole jest ogródek i drugi bar. Między jednym a drugim barem państwo porozumiewają się... krótkofalówką :-) Dostajemy dwie duże pizze, chłopaki piją piwko, ja colę i patrzę na nich z zazdrością, dookoła biegają dzieci i doprowadzają mnie do furii, w końcu - dość leniuchowania, jedziemy zwiedzać. Kolejnym punktem programu jest poradziwiłłowski zespół zamkowy, z którego zachowała się kordegarda, kaplica zamkowa, oficyna, wieża i park... część właściwą, czyli pałac jako ruinę rozebrano w 1883 roku, pozostaje tylko żałować. Otwarte drzwi wieży zapraszają gościnnie, wchodzimy obejrzeć makietę terenu, okazuje się, że jesteśmy w muzeum i powinniśmy zapewne zapłacić za bilety - ale nikt nas nie ściga, a reszta eksponatów nas niewiele interesuje, więc wychodzimy i spacerujemy po parku i wałach dookoła biegnących. Potem jeszcze zaglądamy do galerii, gdzie oglądamy stare zdjęcia Białej Podlaskiej i wystawę fotograficzną "Oo - Zoo" i ruszamy przez miasto, oglądając stare domy mieszkalne, dworzec PKP... Dojedżamy do wjazdu na lotnisko. Kontemplujemy (po amerykańsku, rzecz jasna) budynki lotniska, napis "Wojsko Polskie" i objeżdżamy lotnisko dookoła. Plenerek, kolejny - acz nie ostatni - tego dnia. Świeci piękne słońce, jest ciepło, ptaszki śpiewają. Lotnisko kończy się stawem, ale twardo jedziemy dalej, docieramy w końcu do wielkich betonowych płyt, zagradzających wejście na teren lotniska [G]. Niby jest tabliczka: "Wstęp i wjazd osób nieuprawnionych wzbroniony", ale wydeptana ścieżka świadczy o częstych ruchach ludności w poprzek lotniska, więc wchodzimy i my. Nie dziwią nas rowerzyści, przecinający pasy startowe...:) Wilczy mierzy krokami szerokość pasów, przeliczamy to na metry, całkiem porządne lotnisko, niewiele mniejsze od warszawskiego Okęcia (dwa pasy: 3300 m x 60 m i 2260 m x 30 m), szkoda, że nieużywane...
Jedziemy dalej, na cmentarz tatarski w Studziance. Znajdujemy drogowskaz, skręcam w lewo, jadę bardzo piaszczystą drogą, dojeżdżam do mostku...
- Za daleko - mówi Yoshko. - To nie ta droga...
- Jak to nie ta, przecież tam nie było innej!...
- Była, bardziej w lewo, drogowskaz stał pośrodku...
Zawracam, mamrocząc pod nosem inwektywy, przecież nie było żadnej drugiej drogi, niemożliwe!...
Dojeżdżamy do skrzyżowania. Drogowskaz stoi. Na lewo od niego... jest bardzo słabo widoczna, polna, zarośnięta dróżka... Inwektywy przybierają na sile, przecież jej tu w ogóle nie było, no a poza tym to kto to widział - takie niewidoczne dróżki!...;-p Ok, skręcam i po chwili dojeżdżam do cmentarza [H]. Pierwszy rekonesans - lasek. Zanim zdążyłam wrócić z lasku rozpętała się porządna ulewa...
Zadekowaliśmy się w samochodzie i przeczekujemy. Duszno się zrobiło natychmiast jak w piekle. Okna otworzyć nie można, bo pada... W końcu wystawiamy przez otwarte okna parasole i robi sie w miare do wytrzymania...:) Co chwila któryś z chłopaków mówi:
- Chyba się przeciera...
Aha, przeciera się. Szyba, jak zaparuje ;-p
W końcu jednak największa ulewa minęła i razem z Wilczym poszliśmy pod parasolkami na cmentarz, przynajmniej fragment obejrzeć, skoro już tu jesteśmy. Nagrobki z kamieni, z wyrytymi napisami dla nas nieczytelnymi, porozrzucane po lesie, wszystkie skierowane frontem w jedną stronę. Piękny plener, ale przeciez nie w deszczu!... Źli wracamy do samochodu i jedziemy dalej.
Yoshko prowadzi nas przez Ortel Królewski [I], gdzie oglądamy z zewnątrz drewnianą cerkiew pounicką, dziś służącą jako kościół. Obok stoi interesująca dzwonnica, jedną z jej podpór stanowi drzewo :) Za płotem przejeżdża kombajn, obchodzimy cerkiew dookoła, niestety, nie da rady wejść do środka. Jedziemy dalej - do kolejnej cerkwi, tym razem niegdyś prawosławnej w Ortelu Książęcym [J]. Znów trochę pada (a już na chwilę przestało!...), więc obchodzimy ją w kółko pod parasolkami.
Jedziemy dalej - przez Piszczac (dawna murowana cerkiew prawosławna :) w kierunku Małaszewicz. W pewnym momencie zbaczamy z szosy i wjeżdżamy w żwirową drogę pełną wielkich kałuż... Nadal kropi. Kałuże mnie przerażają, boję się ich, bo co będzie, jak w którejś utkniemy? Wilczy bierze pustą butelkę po wodzie i - żeby mnie przekonać - idzie pomacać dno takiej kałuży. Widzę, że butelka nie wsiąka w podłoże, więc zapewne jest twarde, tylko pofałdowane i stąd te kałuże. Miała być trasa widokowa, jest odcinek specjalny, biedne autko posłusznie jedzie zygzakami między kałużami, czasem przez środek większej wody, moja dusza wyje, Wilczy robi zdjęcia, po lewej ciągną się tory kolejowe, gdzieś tu w okolicy pociągom zmienia się podwozia na szerokie - rosyjskie. Niestety, nie mogę przyglądać się torom, gdyż skupiona jestem na kręceniu kierownicą we wszystkie strony!...;-p
Ufff, w końcu wjechaliśmy na asfalt, to już Małaszewicze [K], oglądamy - po amerykańsku - długaśną kładkę nad torami i jedziemy dalej. Szukamy starych bunkrów w Zastawku i Lebiedziewie, ale nie możemy ich znaleźć, chociaż szwendamy się po mokrych ścieżkach i staramy się bardzo. Nie, to nie, pogoda nam nie sprzyja, a fortów tu dostatek, jakieś w końcu znajdziemy...
W Kobylanach [L] oglądamy - w przelocie - murowaną cerkiew prawosławną - jest tak pomalowana, że zwraca na siebie uwagę...:) Kawałek dalej zatrzymujemy się przed starym fortem, w którym jest urządzona knajpa, już chętnie byśmy coś zjedli. Niestety, knajpa nie spełnia podstawowych wymagań... - jest w niej byle jak, właściwie stoją tylko automaty i człowiek czuje się, jak w mordowni. Wychodzimy i jedziemy dalej w poszukiwaniu fortów niezamienionych na żadne knajpy. W ten sposób lądujemy w lesie w okolicach Koroszczyna [M] i - bingo! - wreszcie znajdujemy bardzo głęboko ukryte forty. Nie zważając na komary wędrujemy sobie po nich, zaglądamy do środka. Okazuje się, że wzięcie czołówki nie było głupim pomysłem, w środku jest dość niebezpiecznie, dziury w podłodze nie wyglądają atrakcyjnie... W końcu komary biorą górę i uciekamy do auta. Przed nami jeszcze jeden cel - bunkry w Łobaczewie [N].
To praktycznie przedmieścia Terespola. Wjeżdżamy do miejscowości, skręcamy i staramy się znaleźć forty. Okazuje się, że nie jest to wielki problem tym razem, dojeżdżamy pod same bunkry, te są wielkie i widoczne z daleka. A dookoła nich rosną domy - może mieszkanko z widokiem na bunkier? :)
Włazimy na nie na wierzch, no fajnie tu bardzo, nawet resztki fosy są. Nagle z oddali słychać szum.
- Co to tak szumi? - pyta Wilczy z niepokojem.
- Pociąg - odpowiada Yoshko.
- A nie deszcz?...
- Nieeee, pociąg...
...i lunęło!...
Ruszyliśmy biegiem do samochodu, jednak zanim dobiegliśmy, byliśmy przemoczeni kompletnie. Yoshko wygrzebał z bagażnika (przez złożenie siedzenia, rzecz jasna...) ręcznik i przynajmniej z grubsza się powycieraliśmy, ale ciuchy mokre pozostały...
- Dość mam tej wycieczki - wymamrotałam przez zęby. - Wracamy do domu!... Przez knajpę z dobrą kolacją. Żadnych więcej atrakcji!...
- OK - dobiegło mnie z prawej i z tyłu. Chyba myśleli dokładnie to samo :)
Nie kombinując już z drogami widokowymi, ruszyliśmy prosto w kierunku Warszawy, rozglądając się za jakąś sensowną knajpą. Znaleźliśmy zajazd w Kolonii Horbów [O] - "W zagrodzie" się nazywała knajpa, usiedliśmy, dłuuugo nie mogliśmy się zdecydować, co zamówić, bo dania brzmiały atrakcyjnie a i ceny niewygórowane. W końcu ja i Yoshko wzięliśmy placek po zbóju, Wilczy - zrazy, chłopaki zamówili do tego żur z kiełbasą. Po czym nastąpiło wędrowanie po kolei do łazienki, żeby się przebrać w suche ciuchy...:)
Zupka była całkiem ok (Wilczy dał mi spróbować, a Yoshko oddał mi pół swojej zupełnie dobrowolnie :). Potem przyszło drugie. Najpierw nasze placki... - gigantyczne. Spojrzeliśmy na nie i zastanowiliśmy się, na ile osób jest taka porcja...
Potem przyszły zrazy Wilczego.
Same zrazy.
Pani nie uprzedziła, że do tego trzeba zamówić dodatek w postaci ziemniaków czy czegokolwiek...
Wilczy spojrzał na nasze talerze, na swój...
Obiecałam, że mu oddam kawałek swojego placka.
Oddałam mu niemal połowę, a i tak swojej części nie zjadłam :) Yoshko też poległ, pół dania wziął na wynos :)
W końcu pojechaliśmy dalej, plącząc się po robotach drogowych i prawie nie błądząc...:)
...a jak dobrze się po tej wycieczce spało!...:)
Forty należałoby obejrzeć jeszcze raz, acz w lepszą pogodę. Zapewne zatem kiedyś jeszcze na Podlasie wrócimy :)



Wyszperane w Sieci:

Świetne kompendium wiedzy o Podlasiu: http://www.mojepodlasie.friko.pl/
RTCN Łosice: http://pl.wikipedia.org/wiki/RTCN_%C5%81osice
Sanktuarium w Leśnej Podlaskiej: http://www.mojepodlasie.friko.pl/miasta/lesna.htm
Dworek w Roskoszy: http://www.mojepodlasie.friko.pl/miasta/roskosz.htm
Biała Podlaska ogólnie: http://www.mojepodlasie.friko.pl/miasta/biala.htm
Biała Podlaska w Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Biała_Podlaska
Port lotniczy w Białej Podlaskiej: http://pl.wikipedia.org/wiki/Port_lotniczy_Biała_Podlaska
Studzianka - cmentarz tatarski: http://www.mojepodlasie.friko.pl/miasta/studzianka.htm
Ortel Królewski - drewniana cerkiew pounicka: http://www.mojepodlasie.friko.pl/miasta/ortel%20krolewski.htm
Ortel Książęcy - drewniana cerkiew prawosławna: http://www.mojepodlasie.friko.pl/miasta/ortel2.htm
Kobylany - murowana cerkiew prawosławna: http://www.mojepodlasie.friko.pl/miasta/kobylany.htm
Podlaskie forty: http://www.podlaskieforty.friko.pl/
Zajazd "W zagrodzie": http://wzagrodzie.eu/
Mapa Google: http://maps.google.com/


psyche