Majówka, Lublin, 30.04-3.05.2011 r.

psyche.osx.pl / wyprawy

Plany były inne, rowerowe, a wyszło jak zwykle...;)

A miało być tak pięknie: wywiady, autografy!... Ale życie jak zwykle pokrzyżowało wszystko. Z tego, co pamiętam...

  • Słoneczna sobota, jako jedyny ładny dzień, spędzona na upychaniu rowerów do auta i podróży "tam".
  • Ogromny korek na podrzędnych dróżkach dookoła Warszawy, do dziś niewyjaśnione okoliczności...
  • Ognisko i kiełbaski, nietypowe perfumy dla ubrań :)
  • Śliwowica produkcji własnej, zacny trunek, powalający na kolana i to dosłownie :)
  • Żubrówka produkcji białoruskiej, trzymająca poziom, czemu nie :)
  • Perła export, tak lajtowo na początek ;-p
  • Pierwsza wycieczka, pierwsza guma, prowadzenie rowerów ze śpiewem na ustach przez gliniane i błotne tereny, skutkujące oponami obrośniętymi błotem aż po siodełka...
  • Prysznic dla rowerów i zgrzytanie łańcucha.
  • Wiatr i temperatura urągająca człowieczeństwu. "Dobrze, że w środku jest ciepło..."
  • Gotowanie, pieczenie i obżeranie się do rozpęku :)
  • Przyjmowanie gości ślubnych w pachnących ogniskiem ciuchach w ramach wisienki na torcie :)))


psyche