The Tall Ships Races '09, Gdynia, 3-5.07.2009 r.

psyche.osx.pl / wyprawy

  Gdynia pod żaglami
Więcej zdjęć psyche
Zdjęcia Wilczego

Piątek

Pobudka o jakiejś koszmarnej godzinie uświadomiła mi, że nie przepadam za porankami. Ale co było robić, podobno się umówiliśmy, zatem trzeba wstać, zjeść cokolwiek i ruszyć się na miejsce spotkania...
Aga i Seweryn podjechali duuuużym samochodem, zapakowaliśmy się i ruszyliśmy na północ. Pani Marzenka (tak ją ochrzciła Agnieszka ;) z GPS-a opowiadała nam po drodze różne interesujące rzeczy, główny nacisk kładąc na niebezpieczne miejsca, a w Toruniu to w ogóle się zgubiła, biedaczka. Ale jednak do Gdyni trafiliśmy, potem tylko trzeba było trafić do Sea Towers, w czym pomógł nam jeden z braci - właścicieli apartamentu. Dostaliśmy przepustkę na wjazd na teren zamknięty z okazji zlotu żaglowców, wjechaliśmy do podziemnego parkingu, windą dostaliśmy się na 23 piętro (według nomenklatury windy - na 19, bo nie wiedzieć czemu parter według niej jest na piętrze 4...) i obadaliśmy apartament...;)
Noooo miejsce fajne, głównie ze względu na widok. Za oknami widzieliśmy cały gdyński basen portowy, w oddali zajawkę Helu, w drugiej oddali - cień Gdańska. Na dole - mnóstwo ludzików.
W apartamencie zainstalowano drzwi przesuwne, co ma sens, tylko nie dało się zamknąć w łazience, zatem obiecaliśmy sobie, że nie będziemy się podglądać ani podsłuchiwać :) Kuchnia wyposażona bardzo porządnie, łącznie ze zmywarką i kuchenką mikrofalową oraz ziołami i przyprawami w szafkach, w szafie - ręczniki, pościel, wszystko na miejscu, a dodatkowo nawet był internet :) Podobało nam się tu coraz bardziej, a apogeum nastąpiło w momencie, kiedy nasz gospodarz pokazał zawartość lodówki i powiedział, że możemy korzystać na koszt firmy...;)
Czym prędzej zainstalowaliśmy się w mieszkaniu i wyszliśmy na miasto. Głównie w celu zjedzenia obiadu, ale też poczuć już tę atmosferę...
Po ulicach chodzili ludzie z hawajskimi chomątami z kwiatów - sztucznych i bardzo kolorowych - na szyjach. W tym roku mniejsze wzięcie miały czerwone, świecące rogi, były inne atrakcje ;-p Wzdłuż nabrzeża - stoiska z chińskim plastikowym badziewiem, trochę biżuterii, co kawałek stoisko z oficjalnymi gadżetami zlotu, ale nigdzie ani kawałka planu imprezy... Jednak organizacja jakoś zawiodła ;-p
Na obiad poszliśmy do miasta. Zupełnym przypadkiem trafiliśmy do restauracji Da Vinci, w której ceny nie są zbyt niskie, zamówiliśmy jakieś wykwintne dania i piwo, które dostaliśmy od razu, i pochłonęła nas rozmowa. Pod koniec piwa zorientowaliśmy się, że nie ma jeszcze obiadu, ale na szczęście wkrótce przyszedł - pod następne piwko.
I zaczęła się orgia... Jedzenie było genialne. Na gigantycznych talerzach leżały małe porcje różnych smakołyków, po zjedzeniu okazywało się, że wcale nie są takie małe, to po prostu talerze są duże. Zjadłam grillowaną polędwicę w sosie borowikowym i prawie omdlałam z wrażenia :)
Wreszcie, po jakichś dwóch godzinach, wyszliśmy z knajpy i poszliśmy na nabrzeże. Właśnie załogi wychodziły na paradę, zwykle jakoś poprzebierani albo w jednakowych koszulkach; załoga von Humboldta z zielonymi włosami, inni z pomalowanymi twarzami ;) Popatrzyliśmy trochę i poszliśmy zwiedzać nabrzeże.


Przyjrzeliśmy się Pogorii, niestety tylko z zewnątrz, chociaż chcieliśmy zobaczyć, jak wygląda w środku po remoncie. Udało się wejść na Kaliakrę, zbudowaną w Stoczni Gdańskiej, a pływającą pod banderą bułgarską. To taka zmodyfikowana Pogoria :) Mnie najbardziej rozbawił zestaw butelek wody mineralnej na pokładzie...;) Kaliakra jako jeden z niewielu żaglowców nie pobierała opłat za wejście - jak się potem okazało, większość życzyła sobie jakiegoś bakszyszu, a i tak ustawiały się do nich kolejki. Fotografowałam bałagan w przestrzeni, galiony i mój temat ulubiony - okienka z zawartością - często w okienkach jest coś ciekawego, a to jajka, a to żabka...;) Jacyś obcy goście pili nasze, polskie piwo i byli nim zachwyceni :) Nad wszystkim latał gość na paralotni i pewnie miał superwidok na port...
Zanim przeszliśmy na drugi kraniec portu, wróciliśmy na chwilę do domu, na nasze 23 piętro, z którego wcale nie chciało nam się wychodzić...;) W końcu mieliśmy zupełnie fajny widok ;-p Ale zebraliśmy się jednak i poszliśmy obejrzeć von Humboldta i resztę, gdzieś tam spotkaliśmy Malinę i Janka, obeszliśmy nabrzeże do końca i usiedliśmy na kolacji w jednym z wielu ogródków z piwem dookoła portu.
Po kolacji i wizycie w domku wyruszyliśmy na drugi koniec portu - do mariny Zaruskiego. Popatrzyliśmy sobie na mniejsze jachty, kilka z nich było do sprzedania i nawet zaczęliśmy się zastanawiać, czyby jakiegoś nie kupić...;) W końcu dotarliśmy na plażę, do Contrastu, gdzie właśnie zaczynała się rozkładać grupa Strefa Mocnych Wiatrów. Nie znamy, ale może damy im szansę, w końcu jesteśmy na zlocie żaglowców, to szanty być muszą. Wysłałyśmy chłopaków po piwo i usadowiłyśmy się na murku naprzeciwko boku sceny...
Panowie piwo przynieśli, na scenie jak było brzęczenie, tak nic się nie zmieniło, w końucu - po godzinie ustawiania się - koncert się rozpoczął.
Ja tam specjalnie wybredna nie jestem... ale chyba lepiej było, póki nie znałam tego zespołu ;) W każdym razie, jak tylko skończyło się piwo, natychmiast ruszyliśmy w stronę domu, jak najdalej od hałasu...;)
W domu okazało się, że żaglowce z góry w nocy wyglądają zupełnie fajnie, są oświetlone i w ogóle jest ładnie i kolorowo, a do tego mamy wino. A nawet pięć win...;) Zatem spać poszliśmy w sumie chyba koło trzeciej...;)))

Sobota

Od rana na nabrzeżu pełzały tłumy turystów. W nocy rzeczywiście było ich trochę mniej, ale teraz znów było ciasno. Motolotniarze usiłowali stratować nasz budynek, nad portem zaczął latać helikopter, słońce świeciło nam w szyby i sprawiło, że w salonie zrobiło się 27 stopni, a klimatyzacja nie dawała się ustawić... Po śniadaniu powędrowaliśmy na taras w drugim budynku, pogapić się na ten kawałek miasta, którego jeszcze nie widzieliśmy. A potem do centrum handlowego Batory na zakupy: Aga po buty, ja po torebkę, wszyscy po jedzenie :)
Chłopaków wysłałam do InMedio Cafe na kawę, a my we dwie poszłyśmy szukać butów. Buty się znalazły, ale z torebką było gorzej i w rezultacie torebki nie mam :) Nie mam też kiecki, chociaż macałam różne, ale żadna mnie nie rzuciła na kolana ;-p Na koniec my też wypiłyśmy po kawce, a potem wszyscy razem przejrzeliśmy zasoby sklepu sportowego, zrobiliśmy zakupy w Bomi (głównie chodziło o wino, no a przy okazji coś do wina ;) i wróciliśmy do domu.
Za falochronem popisywał się statek Straży Pożarnej. Machał wodą w różnych konfiguracjach, wyglądało to mocno efektownie, przylgnęliśmy zatem z nosami przy szybach. Tłum na dole zniechęcał nas do wyjścia, acz w końcu nie możemy spędzić całego weekendu w apartamencie :) Ruszyliśmy się zatem na drugą stronę nabrzeża, obok Błyskawicy, BARU POMORZA... do Daru Pomorza, na który czym prędzej wleźliśmy na zwiedzanie. Potem powędrowaliśmy do Daru Młodzieży, ale okazało się, że sorry, dziś już nie ma zwiedzania, closed.
Czas na obiad... przeszliśmy obok restauracji Kapitan Cook, nawet weszliśmy do środka, trafiliśmy na zabieganą kelnerkę z bardzo złym wyrazem twarzy, wszystkie stoliki zajęte, a na schodach na górę wychodzący goście poinformowali nas, że na złożenie zamówienia trzeba czekać godzinę, więc oni odradzają. W sumie fakt, tłum był dość konkretny, zatem zdecydowaliśmy, że wychodzimy i idziemy w stronę Da Vinci.
Poszliśmy naokoło, bo pomyliły mi się ulice i byłam przekonana, że ta knajpa jest dalej, ale w końcu trafiliśmy, dopadliśmy stolik, ustabilizowaliśmy się przy lunch menu, zanurzyliśmy nosy w piwie (albo coli...;) i oddaliśmy się oczekiwaniu na jedzenie.
Trwało to znów dłuuugo, ale przystawka - carpaccio - przyszła dość szybko, zatem pierwszy głód został zabity.
Danie dnia było zupełnie niezłe, przyszło oczywiście przy drugim piwie, a jakoś w okolicach deseru pojawiła się Ruda.
Jak tylko doszliśmy do siebie po kolejnym orgazmie kulinarnym, powędrowaliśmy znów na chwilę do domu, a potem do Contrastu. Dziś jest tam koncert Ryczących Dwudziestek, ale dotarliśmy na koniec ich występu...;) Usiedliśmy na plaży, pełna śmieci, petów, zapchanych koszy na śmieci i plastikowych kubków po piwie. Z ulgą się z niej wynieśliśmy i poszliśmy szukać gofrów. W kolejce do nich złapał nas deszcz, gofry się zamknęły i w rezultacie poszliśmy do domu, na wino :) Z góry pooglądaliśmy sobie jeszcze pokaz sztucznych ogni i padliśmy spać. Wszak następnego dnia trzeba wcześnie opuścić apartament...

Niedziela

Po śniadanku pozmywaliśmy, spakowaliśmy się i przygotowani do opuszczenia apartamentu czekaliśmy na właściciela. Ja nie dałam rady i uciekłam na dół, dzięki temu obejrzałam sobie z bliska psy ratownicze w służbie WOPRu, a także moment odcumowywania Daru Pomorza, który właśnie obchodził 100-lecie i z tej okazji dołączył do parady żaglowców.
Wreszcie reszta towarzystwa również opuściła lokal i poszliśmy popatrzeć na paradę oraz na obiad do Kapitana Cooka. Skusił nas talerz ryb i owoców morza dla 3-4 osób :) Potem obowiązkowym punktem były gofry i wreszcie można było zacząć wracać.
Oczywiście korek za korkiem... jak już wyjechaliśmy z miasta, znów coś zatarasowało trasę i tak w kółko. To się cieszyłam, że wrócę do domu jeszcze dziś z Kutna pociągiem, to rezygnowałam z tego pomysłu na rzecz wracania dnia następnego prosto do pracy.
Jednak po wielu bojach udało się dostać na dworzec w Kutnie na pół godziny przed odjazdem pociągu. Niemniej pech opóźnieniowy wcale mnie nie opuścił: pociąg między Warszawą Centralną a Wschodnią zatrzymywał się 4 razy i jechał przez ten fragment pół godziny; taksówkarz spóźnił się kolejne 15 minut... w rezultacie w domu byłam jeszcze w niedzielę, acz raptem kilka minut przed północą...;)

Epilog

We wtorek podano informację, że na Pogorii złamały się wszystkie trzy maszty. Na szczęście nie było ofiar. Pogoria wycofała się z regat, załogę ewakuowano helikopterami, jacht dopłynął do portu Hanko i tam został przygotowany do powrotu do Polski na silniku. Dobrze, że nikomu nic się nie stało, ale sytuacja była mocno niebezpieczna... czy gdyby jacht był rzeczywiście odpowiednio sprawdzony i przygotowany do rejsu, coś takiego miałoby miejsce?
Link do zdjęcia Pogorii na GW


Wyszperane w sieci:

The Tall Ships Races
Apartament Morski w Sea Towers
Restauracja Da Vinci
Tawerna Kapitan Cook
Contrast Cafe
Dar Pomorza
STS Pogoria
STS Kaliakra
Centrum Handlowe Batory


psyche